kreatywnie

Tak właśnie, nie waham się użyć tego słowa – KREATYWNIE – a to i tak za mało, żeby oddać ten absurd.

I need a handjob – bo liczy się metafora.

Teleshopping AK-47 – bo Amnesty International praktycznie za każdym razem zaskakuje od strony formalnej i nigdy nie zapomina o treści.

Rada: So do I!

Reklamy

googlowato

Pamiętam, jakby to było dziś, zajęcia ze sztuki starożytnej – ciemna sala, niewysoki wykładowca i w większości czarno-białe slajdy (czasami nawet szklane z przedwojenną datą) pokazujące miejsca, w których nie tylko on nigdy nie był, ale i większość, z obecnych na wykładach.

Było to całkiem niedawno, a dziś – dziś mamy google i street view. Nie tylko starożytne Pompeje przestają być tajemnicze, kulturowe perełki już nie utoną w monochromatycznej mgle, nikt nie wywróci ich do góry nogami (źle wsadzony slajd).

Teraz wystarczy tylko … google. I nigdzie nie trzeba się ruszać.

Aż strach pomyśleć o okularach 3D.

Rada: Google me!

robaczywie

Filozofia dnia codziennego nakazuje nie bać się żadnego tematu, nie doszukiwać się za często podwójnego dna, podchodzić do spraw otwarcie. A co zrobić, jeżeli chcąc nie chcąc, tematem przewodni ostatnich rozmów staje się robak?

Nic. Pozwolić mu toczyć (tuczyć). Tak to wygląda, że i obraz robaka w naszych czasach zaskakująco ewoluował. Kiedyś wstyd było się przyznać do fascynacji, a dziś staje się to „awangardowe”.

Na szczęście Dwie Siostry dalej wodzą prym w uświadamianiu polskiego czytelnika. Robale, czyli co nas zżera.

untitled

Coraz częściej sięgamy do prostych i sprawdzonych rozrywek i ze łzą kręcąca się w oku zagrywamy się w Worms.

wormsarmageddon

Youtube – nawet nie trzeba za bardzo szukać – aż roi się od poradników – Jak skutecznie i szybko zdobyć robaki?

Designerzy od dawna szukają inspiracji w robaczywym tworzywie:

Soo-Yeon Yang i Bookworms:

live_book

Harry Seifert i robaczana identyfikacja:

from-harry-seifert-portfolio

A jak zapytasz znajomych, to z pewnością dowiesz się o paru, wyciągniętych z guślanej przeszłości, sposobach na pozbycie się robaka.

Kończąc w filozoficznym tonie pozostaje zapytać: Ale co tak naprawdę nas zżera?

Rada: O północy wypij brandy wymieszane z miodem … (to fragment przepisu na pozbycie się robaka).

regularnie

Ostatnio, prawie na wszystkich blogach, czytam mniejsze bądź większe podsumowania, ludzie silą się na prognozy, analizują swoją/cudzą działalność, … etc.

I co w związku z tym?

Chyba nic, ale ludzi jednak rusza, że ktoś ma kryzys twórczy, ktoś kogoś całkiem szczerze nienawidzi i pisze o tym w dosadnej formie.

I’m regular, everyday normal guy. Może nie aż tak regular i everyday i normal jak Jon Lajoie, ale coś w tym jest prawdziwego.

Nie ma co się tak nadymać skoro post-apokaliptyczny czas nadejdzie szybciej niż się spodziewamy. 2018.

terminator

No jeszcze trochę czasu zatem zostało, więc pora wziąć się za siebie.

Rada: Protect your RSS!

kataklizm

Prawie.

Przez dobrą chwilę zwątpiłem na samą myśl, że cała firmowa skrzynka, którą od prawie 3 lat mam na gmailu, wyparuje wraz z całą zawartością.
Na szczęście, po kolo 3h, wszystko wróciło do normy. Gmail zadziałał. Ale niesmak pozostał, a po awarii zalał mnie potok maili z kategorii asap.

Może, jak się jutro odrobię ze straconych paru godzin, to nie będę chciał szukać alternatywnego dostawcy pocztowego.

Wychodzi na to, że przyzwyczajenie to zgubna rzecz. Przynajmniej ze zgubnym potencjałem.

google_error__sla

I pomyśleć, że tak mógł wyglądać mój najgorszy koszmar.

Rada: Do Not Trust Anyone!

marketowo

Nie będą pisał o marketingu – mimo swojej pracy, ale o marketach muszę. Kiedyś, dawno, dawno temu, na każdym osiedlu stały sobie sklepy spożywcze, w których pracowały sklepowe w ortopedycznych butach i foliowych fartuchach w niebieską kratkę.

Potem nastała era hipermarketów i osiedlowe spożywczaki powoli zaczęły upadać … brzmi to jak bajka, ale wcale, a wcale nie tęsknie do tych czasów. Do hipermarketów też nie, chociaż z konieczności odwiedzam je, przynajmniej raz w miesiącu.

A wszystko zaczęło się tak, że przyzwyczaiłem się, chociaż lepszym określeniem jest przywiązałem się, do zakupów w Almie – bo lepsze jedzenie, bo atmosfera przyjemniejsza, bo wystrój milszy i światło cieplejsze. I tak pewnie tkwiłby w swoim zauroczeniu, gdyby nie moja seniora, która wybrawszy się raz ze mną na zakupy uświadomiła mi jedno: Synu tu jest drogo, strasznie przepłacasz!

Niby nic, a jednak po pewnym czasie Alma musiała pogodzić się z tym, że na początku miesiąca Real jest nr 1. I tak to funkcjonowało. Zdążyłem się przywiązać i do Reala, do tego stopnia, że wypijałem tam nawet kawę i bez pośpiechu robiłem zakupy dla żarłocznego bejbika.

Dziś jednak moja żona postanowiła, że skoro Tesco jest dla Ciebie i dla rodziny, to również powinien być dla nas.

Nie był, było wszystkiego za dużo, a zwłaszcza ludzi, nie było mojego ulubionego ryżu i światło było za niebieskie. I na pewno nie napiłbym się tam kawy, na dobry początek i bejbik też marudził.

Dziś, jak się mówi, rozmiar ma znaczenie, chociaż wcale największy nie znaczy najlepszy. Cenie sobie stan pośredni – taki Real to dla mnie nadto.

Rada: Z przywiązania.

nieprawdziwie

E-mily is not real – zgadzam się, ale tylko dlatego, że o tym przeczytałem. Gdybym zobaczył ją na ekranie mojego monitora bez stosownego podpisu nie miałbym najmniejszych wątpliwości, ze jednak E-mily is real.

Prowadzi to do dwóch wątpliwych wniosków:
1 – za bardzo ufam temu co czytam, mimo iż staram się korzystać z różnych źródeł, opcji, stron, etc.
2 – aż mam ciarki na myśl, ze odpalając grę komputerową za parę lat, pogubię się w real/unreal

A tym czasem moja, jak najbardziej real e-mila, doskonale opanowała sztukę kokieteryjnego uwodzenia dziadków. Bejbik śpiewnie powtarza: babu, dziadzia, wprawiając seniorów w niebywałą rozkosz. I emocje są jak najbardziej prawdziwe.

I jak można mieć wątpliwości co jest real.

Rada: e-tam!