osobiście

Najtrudniej trafić w prezenty z kategorii „podarunki osobiste”. Może dobrym rozwiązaniem będzie – jak wszyscy wiemy czas staje się dobrem bezcennym – porobienie wspólnie fajnych rzeczy, etc. Nacisk kładę na wspólnie.

Grunt to nie panikować:

Reklama – największy czasożerca – prawie zawsze zdaje się uderzać w osobiste tony, często zaprzęgając do swoich działań neuromarketing. A skoro nueromarketing tak „skutecznie” ... skłania konsumenta do kupna produktu lub wzmacnia jego lojalność wobec marki. Należy uważać, żeby nie strzelać podobnych gaf. W wypadku „podarunków osobistych” należy uważać podwójnie.

Dziś minęły trzy lata odkąd jestem mężem, prawie dwa odkąd jestem ojcem i prawie cztery odkąd mieszkam w Krakowie, … mógłbym tak wyliczać, ale i tak jedno spostrzeżenie nasuwa mi się najbardziej. Czas leci mi coraz szybciej. Zdaje się, że bejbikowi też, bo zaczęła mówić o sobie – Duża Mimi!

Rada: Do not fail!

zabawowo

Zawsze marzyłem o niezłej stronie dla Palymobili – takiej w pełni interaktywnej, takiej po prostu fajnej. W podobnym tonie podchodzę do Lego. I zawsze chciałem, żeby tą wypaśną stronę zrobiła szwedzka Agencja North Kingdom (obszerne tzw. „work in progress” na firmowym blogu).

Jako, że jedna firma już dawno zaczęła stawić na niestandardowe i limitowane serie, w czym niewątpliwie pomagają jej artyści – Zbigniew Libera, czy Nathan Sawaya – zaczynam się zastanawiać, czy drogi moich dziecięcych zabawek nie rozeszły się.

Lego inspirując się celebrytami, same inspirują artystów, a Playmobile trochę podążając tą drogą, bardziej wykorzystują jednak (nie)zwykłość, którą opakowują – najczęściej – w różne kostiumy: historyczny, fantastyczny, realistyczny, melodramatyczny, etc… .

Mój bejbik ostatnio preferuje Playmobile, bo … Mapa Tata, Mapa!!! (czyt. bo podoba jej się małpa) potwierdzając moją tezę o tym, że nic tak nie rozwija wyobraźni i inwencji dziecka, jak proste zabawki.

Ja wolę klocki Lego, bo zostawiają większe pole do creative thinking – poza tym zawsze można dzięki nim pokazać się na takim Golden Drum.

Rada: Po prostu.

smrodliwie

Na początku mały update do postu „różnorodnie”, a skoro ostatnio było o kawie, to nie może zabraknąć krótkiej wzmianki o papierosach i całej reszcie.

Całą resztą będzie dziś polityka. Zacznijmy jednak od początku. Jak podaje wikipedia: Papieros – wyrób tytoniowy składający się z rurki i cienkiej bibułki (gilzy) o średnicy do 1 cm i długości do 12 cm (zwykle 85 mm), wewnątrz której znajduje się mieszanka tytoniowa zawierająca spreparowane liście różnych odmian tytoniu (lub rzadziej marihuany, cracku czy innych substancji działających narkotycznie).

Substancje zawarte w dymie działają na organizm palacza, jednostajny i monotonny ruch ręki uspokaja, myśli robią się czystsze, chęć do życia wraca … a dym dostarcza przeżyć natury estetycznej. Niepalącym zaś podnosi ciśnienie sam zapach dymu – zwłaszcza jeżeli mają bejbiki.

Niepalący kandydat na prezydenta USA – John McCain – wg mojego ulubionego szmatławca, czyli Super Expressu – planuje „zniszczyć” Iran papierosami. A podpalająca okazjonalnie amerykańska ikona – Homer Simpson …

Teraz powinienem napisać, że nigdy nie paliłem – … tak, jakoś wyszło. Podobnie jak niechęć do głosowania, albo raczej wybierania między „kiepskim” a „gorszym” pomysłem na politykę … to już wyszło bardziej świadomie.

Rada: Vote for yourself!

słowotwórczo

Czasami szybkość z jaką pewne słowa wpadają w ucho i dźwięczą w nim jest zadziwiająca. Potem wracają w najmniej oczekiwanych momentach i same się nucą. I potem okazuje się, że wszyscy nucą.

Mój bejbik nuci niezrozumiale, ale z pełnym zaangażowaniem. Jeżeli chodzi o starsze dzieci, to zupełnie się jeszcze nie orientuje. I chyba nie ważny jest zestaw pokoleniowy. Ze średniego uważam, że słowotwórcze duety, w osobach Maleńczuka i Waglewskiego, zawsze wnoszą coś nowego, życiowego:

...
Przegadaliśmy nockę,
Obgadaliśmy trochę inny tyły tak by spłacić dług.
I nie było mi przykro i było mi miło
I dłużej tak bym siedzieć mógł.

I więcej kręcę teraz głową mniej więcej o połowę
I mniej się tłucze w mojej duszy
I dusza mniej się dusi.

A i kobiety też nie pozostają w tyle. Na przykład Maria „Awaria” Peszek w mlaskający sposób potrafi przybliżyć erotycznie brzmiące słowa łącząc je w lepkie zestawy:

– Lubię twoje to, lubię twoje tamto, kiedy tamto staje, ja się staję, nifomańką …
– Poliż mnie, I’m polish albo jeśli wolisz, możesz mnie posolić, albo wy… miętolić …
– Hej, hej, hej. Tyś mój klej. Superglue I love you …
– itd.

Czekam teraz na objawienie starszego – najlepiej jakiś przedstawiciel/ka z 80-tką na karku. W końcu to pokolenie, które lubiło świntuszyć niebywale – moja babcia nie była tu żadnym wyjątkiem. Po prostu to jej wychodziło samo, podobnie jak babci Marjane Satrapi (Wyszywanki).

Rada: Rozochoć się trochę!

dziecinnie

A zaczęło się tradycyjnie. Account2Account:
– Podeślę ci linka.
– Dawaj.
– O kurde, niezłe, podeślę żonie.

I tak oto w moim RSS zawitał kolejny blog – Kidtropolis. Tak się tylko zastanawiam, co by było gdybyśmy naszą sypialnie, która jest równocześnie pokojem bejbika, drastycznie przekształcili w Baby World?

Pewnie, poza niewątpliwym regresem, zaczęlibyśmy żyć w zgodzie z dziećmi w nas. Nie folgując zbytnio teorią psychologicznym, byłoby to odjechane, oryginalne, wśród znajomych zyskalibyśmy status cool couple, a bejbik byłby przeszczęśliwy.

W kategorii pomysł na własną firmę z klientelą wśród bogatych snobów – nr 1.

Rada: Back To The Roots!

patriotycznie

Są takie tematy, na które lepiej nie rozmawiać w towarzystwie, jeżeli nie chce się wywołać burzliwej dyskusji, zacietrzewienia i „śmiertelnych” fochów. A tu TVP1 serwuje niedzielnie „Jutro pójdziemy do kina”.

Niby nic, bo film mocno średni, nierówno prowadzony, teatralnie statyczny, przeciętny aktorsko – taki w sam raz do lekkiej kolacji z lampką wina. I po obserwacji, młodzieńczych porywów serca głównych bohaterów, stanął mi w głowie obraz ewakuacji Nowego Orleanu. Tylko tam historia się powtarza, a dla tych patriotycznie nastawionych biedaków była to sytuacja nowa, dramatyczna, etc. Oni, mimo wszystko zostali.
Nie jestem w stanie wzbudzić w sobie miłości do ojczyzny, mimo, ze odczuwam przywiązanie do typowo, polskich/swojskich, miejsc.

Jak powiedział mój znajomy czech: … każdy powinien mieć swój domek. I pewnie dlatego Maka Paka, ulubiony bohater bejbika, w każdym odcinku spokojnie kładzie się do snu w swojej norce. I to się nazywa edukacja u podstaw.

Rada: zacznijmy od początku!

marketowo

Nie będą pisał o marketingu – mimo swojej pracy, ale o marketach muszę. Kiedyś, dawno, dawno temu, na każdym osiedlu stały sobie sklepy spożywcze, w których pracowały sklepowe w ortopedycznych butach i foliowych fartuchach w niebieską kratkę.

Potem nastała era hipermarketów i osiedlowe spożywczaki powoli zaczęły upadać … brzmi to jak bajka, ale wcale, a wcale nie tęsknie do tych czasów. Do hipermarketów też nie, chociaż z konieczności odwiedzam je, przynajmniej raz w miesiącu.

A wszystko zaczęło się tak, że przyzwyczaiłem się, chociaż lepszym określeniem jest przywiązałem się, do zakupów w Almie – bo lepsze jedzenie, bo atmosfera przyjemniejsza, bo wystrój milszy i światło cieplejsze. I tak pewnie tkwiłby w swoim zauroczeniu, gdyby nie moja seniora, która wybrawszy się raz ze mną na zakupy uświadomiła mi jedno: Synu tu jest drogo, strasznie przepłacasz!

Niby nic, a jednak po pewnym czasie Alma musiała pogodzić się z tym, że na początku miesiąca Real jest nr 1. I tak to funkcjonowało. Zdążyłem się przywiązać i do Reala, do tego stopnia, że wypijałem tam nawet kawę i bez pośpiechu robiłem zakupy dla żarłocznego bejbika.

Dziś jednak moja żona postanowiła, że skoro Tesco jest dla Ciebie i dla rodziny, to również powinien być dla nas.

Nie był, było wszystkiego za dużo, a zwłaszcza ludzi, nie było mojego ulubionego ryżu i światło było za niebieskie. I na pewno nie napiłbym się tam kawy, na dobry początek i bejbik też marudził.

Dziś, jak się mówi, rozmiar ma znaczenie, chociaż wcale największy nie znaczy najlepszy. Cenie sobie stan pośredni – taki Real to dla mnie nadto.

Rada: Z przywiązania.

dobranocnie

Przychodzi taki moment, że każdy, dbający o familię ojciec, zaczyna odnajdować w sobie budowniczego. Prawdziwy mężczyzna – jak wiadomo – powinien zbudować dom, zasadzić drzewo i spłodzić syna. Wyliczając od końca – mam córkę, drzewa nie zasadziłem, a w głowie bardziej mi kompaktowe domy letniskowe. Poza tym ogarnia mnie coraz większa tęsknota za pracą zdalną, nie etatową.

Wygląda mi na to, że nie spełniam podstawowych kryteriów, ale za to mam coraz większe ciągotki do bardziej aktywnego uczestniczenia w wychowaniu bejbika i budowaniu jej świata.

Mała wkroczyła na dobre w etap bajek i śmiem podejrzewać, że za jej ciągotki, do mrocznych, rosyjskich ilustracji, w których się lubuje, odpowiedzialne są geny archirejów, których nie brak w rodzinie mojej żony. Z drugiej strony uwielbia Dobranocny ogród, który uwielbiają wszystkie dzieci.

Z jednej strony mroczny Dziad Barabasz-Karabasz, z drugiej wesoły IgiPigiel. Dwie strony mojego bejbika.

Rada: hehe.

nieprawdziwie

E-mily is not real – zgadzam się, ale tylko dlatego, że o tym przeczytałem. Gdybym zobaczył ją na ekranie mojego monitora bez stosownego podpisu nie miałbym najmniejszych wątpliwości, ze jednak E-mily is real.

Prowadzi to do dwóch wątpliwych wniosków:
1 – za bardzo ufam temu co czytam, mimo iż staram się korzystać z różnych źródeł, opcji, stron, etc.
2 – aż mam ciarki na myśl, ze odpalając grę komputerową za parę lat, pogubię się w real/unreal

A tym czasem moja, jak najbardziej real e-mila, doskonale opanowała sztukę kokieteryjnego uwodzenia dziadków. Bejbik śpiewnie powtarza: babu, dziadzia, wprawiając seniorów w niebywałą rozkosz. I emocje są jak najbardziej prawdziwe.

I jak można mieć wątpliwości co jest real.

Rada: e-tam!

sennie

Wstyd mi o tym pisać, ale śnił mi się kleszcz i tajemnicza choroba Michała Milowicza. A zaczęło się, jak przystało na prawdziwą senną marę, od gorącej i dusznej nocy, takiej podczas której przewracasz się z boku na bok nie mogąc znaleźć dogodnej pozycji do snu. Kiedy wreszcie zapadasz w senne odrętwienie przychodzi mara …

Kleszcz – ostatnio przejeżdżając obok kiosku zauważyłem kleszcze i tyłek Katarzyny Figury wyeksponowany na stronach Super Expressu– ugryzł M. Milowicza.

Po tym incydencie na ciele ofiary pojawiła się plama, która zniknęła w końcu w afro-gęstwinie.

To część, która śniła mi się na pierwszym boku, na drugim widziałem M.M. na stole operacyjnym – chirurg stojący nad nim przyglądał się ze zdziwieniem lekko zakrwawionemu mini-preclowi/bajglowi, który wyciął z lewej półkuli „artysty”.

Aaaaaaaaaaa – na szczęście się obudziłem, a raczej krótka i intensywna seria kopnięć wiercącego się bejbika przywróciła mnie rzeczywistości. Dlaczego nie spałem w pozycji horyzontalnej?

Rada: strzeż się (z)boków.