w pigule

Poniedziałek miałem na szczęście wolny, więc wstając o 4 rano we wtorek – niestety musiałem dojechać odpowiednio wcześnie do Krakusowa – miałem nadzieję, że będzie lazy, light, luzik, spoks, chillout, etc.

Wyszedł big fuzk! Jedna firma mi przywaliła, druga mi przywaliła, trzecia się nie odzywa (to akurat niedobrze). Pomyśleć, że Hiszpanie, w większości, pracują w okresie letnim tylko do 15:00 i mają jeszcze do tego sjestę.

Na szczęście nastrój przedłużonego weekendu ciągle unosi się gdzieś pod sufitem. A ja mam codziennie z rana więcej o 1,5h – dziewczyny zostały zesłane do rodziców – więc jest dobrze.

Sobotnie było sentymentalnie – fajnie było być dzieckiem, fajnie ten czas pamiętać i jeszcze fajniej odnajdywać fragmenciki siebie w dziecku. Refleksja po spotkaniu rodzinnym – chyba Hellinger ma racje, chociaż jego metody na szczęście nie musiałem sprawdzać.

Niedzielnie było książęcoZamek Książ ma klasę, klasę mają bolesławieckie spodeczki na mleko dla zamkowych kocurów, klasę ma piękny róż i klasę ma restauracja, w której serwują letnie espresso. Poza tym okolica cudna.

Poniedziałkowo było bejbikowo – bo bejbik już jasno daje do rozumienia co go interesuje. Nie wydaje mi się, żeby go zainteresował Zamek w Grodźcu, ale jako świadomi rodzice, chcemy, żeby nasze dziecko było obyte. Strona zamkowa ma aż 6 wersji językowych, mimo to na miejscu dowiedzieć się można tylko, że stary baran stał się ofiarą teamu paintballowego. Chłopaki z nudów postanowili go pomalować. Od tego czasu jest niezbyt przychylenie nastawiony.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s