Może i wpis nie będzie błyskotliwy, ale będzie o błyskotkach i o błyskotliwej polityce Swarovsky. Taki personalny short.
Jak przystało na przedsiębiorczego Czecha (Daniel Swarovski – 1862-1956), w porę dostrzegł zalety maszynowej produkcji, a w zasadzie maszynowej obróbki kryształów. Prężnie rozwijająca się firma rodzinna, mimo szybkiego wzrostu, do tej pory nie weszła na giełdę i do tej pory rządzona jest „demokratycznie”, co wielokrotnie uchroniło ją przed zbyt „odważnymi” decyzjami, skutkując jasnym podziałem kompetencyjnym.
Dodatkowo położenie dużego nacisku na rozpoznawalność, rozbudowa centrów kreatywnych, a przede wszystkim umiłowanie do gadżetów uczyniło ze Swarovskiego jedną z najbardziej rozpoznawalnych i ekskluzywnych marek.
Dlatego nie mogło jej zabraknąć na tegorocznym Baselworld 2009 (jedne z największych na świecie targów jubilerskich). Kryształki pojawiły się tam w formie instalacji stworzonej i zaprojektowanej przez Tokujin Yoshioka.
Na szczęście wysoka świadomość marki zawsze szła z artrystyczno-arystokratycznymi ambicjami rodziny, więc związek mecenas-artysta w tym wypadku również buduje pozycję firmy.
Na zakończenie parę faktów:
- 1987 – powstaje klub zbieraczy kryształków Swarovski Crystal Society,
- Nowy Jork jest jednym miejscem, w którym zobaczyć można cały, liczący ponad 350 tyś. eksponatów, dorobek firmy,
- Andrè Heller zaprojektował Swarovski Crystal Worlds, który jest drugim, po zamku w Schönbrunn, najpopularniejszym miejscem turystycznym w Austrii.
Rada: Shine!