Kupując w kiosku słodkiego dopalacza nie bez pewnego smutku pomyślałem sobie o … najnowszym pomyśle Komisji Europejskiej. Już niedługo wszystkie paczki papierosów mogą wyglądać tak samo – bez względu na markę.
Opakowania miałyby być bez loga firmowego – tylko nazwa.
Cel jasny (przynajmniej w założeniach) – ograniczyć palenie.
Nie palę, więc do sprawy podchodzę trochę z estetycznego punktu widzenia. Z praktycznej strony to chyba ukłon w kierunku przemytników – a na pewno ułatwienie.
Gdzieś w głowie kołacze mi się również pytanie – czy to, co widzę na paczce ma jakiś wpływ na moją decyzję o paleniu? Do tej pory przeróżne zabiegi wizualne – typograficzne, graficzne, zdjęciowe – bardziej wywoływały dyskusję w środowisku umownie reklamowym, a nie w środowisku palaczy.
Gdzieś pomiędzy tym wszystkim leży prawo do posługiwania się firmy swoim znakiem/marką.
Wielopoziomowy problem się z tego robi, ale chyba nie od właściwej strony się do niego zabierają urzędnicy. Po krzywiźnie banana, kształcie/wielkości marchewki przyszła pora na kolejne zadania.
Jestem typowym wzrokowcem – to takie 100% przeświadczenie, że ładniejsze = fajniejsze/lepsze/etc. I trzymam się tego, chociaż często zaskakują mnie brzydkie kaczątka, ale … .
D&AD – Packaging Design – jak zawsze będzie piękno, użyteczne piękno i jak zawsze będzie królować estetyka w wersji mini. Ciekawy jestem finalistów. A poniżej parę prac z zeszłorocznej edycji konkursu:
Przez tę wódczaną “miłość” (Absolut Disco) trochę monotematyczny się staję, ale niech będzie. Z drugiej strony strony przemawia do mnie forma Soso – taki wtręt ad kuchennych dyskusji:
Jeden z członków jury tak oddaje idee D&AD:
One quality I will be looking out for is a pack that seduces me to pick it up and fondle it – something you can’t do, without appearing ridiculous, with an ad or commercial! John Blackburn, Blackburn’s
Temat mostów, ich przerzucania, pojawia się ze stałą częstotliwością zarówno w mediach branżowych (sztuka, architektura) jak i bardziej ogólnych. Zawsze z wypiekami i ostrą dyskusją.
Kończy się jak zawsze – produkt finalny jest tzw. „złotym środkiem”, wersją najbardziej wypośrodkowaną, trochę bezideową.
Mówię w tym wypadku o mostach tych namacalnych, po których można się przejść, z których można splunąć w dół, takich mostach sensu stricto.
CirkelbroenOlafura Eliassona – planowany termin realizacji 2012 (jak widać nie tylko u nas jest to magiczna data). Poniżej wizualizacje:
Podoba mi się w nim to, że niczego nie narzuca – w prosty sposób mówi o miejscu, nie wyróżnia się, nie krzyczy, po prostu jest i to z naciskiem na „jest”.
Bajki dla dzieci, ze względu na pomysłowość autorów i wydawców, od dawna leżą w kręgu moich zainteresowań.
Jest jeszcze jeden powód – nie tylko ja to robię. Tęgie, psychologiczne umysły, co rusz znajdują nowe pola interpretacyjne, co rusz pojawia się nowa wspaniała twarz archetypu, co rusz uzupełniam swoje wiadomości na temat zła, niechcianych uczuć, lęku, norm zbiorowych. Wiem, kiedy indywidualizm popłaca, a kiedy należy go w sobie zdusić.
Jednym słowem nieświadomość się kłania.
Dlatego czasami z niekłamaną wdzięcznością biorę do ręki prostą bajkę, która bardziej od strony technicznej przyciąga, niż skłania do refleksji.
A robi się to „całkiem łatwo” – photoshopowe tutoriale na pewno okażą się pomocne – metoda „od kuchni” wygląda następująco – scanimation exaple.
W Polsce można kupić Galopem, Agnieszki Frączek – zainspirowane Gallop! – A Scanimation Picture Book (Scanimation Books) by Rufus Butler Seder:
Senny listopadowy czas najlepiej spożytkować na surfing – skoro nie mogę w realu, to chociaż w virtualu. Na osłodę i poprawę nastroju przenieśmy się na moment w Lovely Flavor of the Tropics:
Nie szukam szoku za wszelką cenę, bo cierpię na znieczulicę. Trudno do mnie trafić z kampaniami społecznymi, bo nie do końca im ufam – zwłaszcza w polskim wydaniu.
The Uniform Project – daje namiastkę uczestniczenia w czymś niebanalnym, nieskompliwanym, rokującym wymierne efekty. Robi to w sposób mało krzykliwy, co jest niewątpliwym plusem:
Starting May 2009, I have pledged to wear one dress for one year as an exercise in sustainable fashion. Here’s how it works: There are 7 identical dresses, one for each day of the week. Every day I will reinvent the dress with layers, accessories and all kinds of accouterments, the majority of which will be vintage, hand-made, or hand-me-down goodies. Think of it as wearing a daily uniform with enough creative license to make it look like I just crawled out of the Marquis de Sade’s boudoir.
The Uniform Project is also a year-long fundraiser for the Akanksha Foundation, a grassroots movement that is revolutionizing education in India. At the end of the year, all contributions will go toward Akanksha’s School Project to fund uniforms and other educational expenses for children living in Indian slums.
Polecam krótki firm “informacyjno-instruktażowy” na vimeo.
Akcja cieszy się stale rosnącym zainteresowaniem – więc … mam nadzieję, że będzie można powiedzieć, że to skuteczna minispołeczna kampania.
“Obawiam” się, że ostatnie wpisy mocno kręcą się wokół papierowych rzeczy, wokół “starych” papierowych wydawnictw, do których, w większości, docieram w zdigitalizowanej formie. Na szczęście zachwycić i zainspirować potrafią równie mocno, jak i ich realne odpowiedniki.
Esquire w moim życiu pojawia się dosyć często przy okazji dyskusji związanej z wszelakiej maści magazynami. Zawsze występuj w roli tego topowego, wzorcowego, w sposób szczególny dbającego o swoich subskrybentów, etc.
I nie bez podstawy – praktycznie w każdym liczący się konkursie zdobywa nagrody, wyróżnienia, pojawia się – żeby wymienić ostatnie ASME, czy The Maggies. Uczestniczy w niebanlany sposób w najważniejszych wydarzeniach:
Jak przystało na wielką gazetę Esquire również inspiruje się samym sobą – polecam tekst na SPD:
O klockach Lego pisałem już nie raz na blogu, w kontekście wybitnie wysokiego stopnia kreatywności i uniwersalności medium.
Tak jest i tym razem, zatem krótko – LEGO 2010 Charity Calendar.
Lego w szczytnym celu …:
Jakby tego było mało to klocki są dostępne również w formie książkowej – The Lego Book: